Menu

Blog Component

Triki w grze The Walking Dead A New Frontier

Najsłynniejsza seria organizowane przez Telltale doczekała się swojej kolejnej odsłony. Jak wypada trzeci sezon Żywych Trupów w możliwości interaktywnej? Darmowe Gry Przygodowe

Telltale Games udało się aż dwukrotnie sprzedać nam tenże tenże produkt – drugi sezon The Walking Dead w istocie powielał elementy znane z głównej linii dodatkowo nie zebrał podobnego poklasku co przygody Lee Everetta. Oczywiście przyszło wcielać nam się w różną bohaterkę, jednak Clementine przecież znaliśmy bardzie dobrze. Mała dziewczynka z postępem czasu wyrosła na zdrową nastolatkę, produkt bliskich czasów – ocalałego, który siłą woli, poznaniem i przede każdym znajomością zasad rządzących światem opanowanym przez zombie, zawstydzić posiadała w przeciwnym etapie niejednego dorosłego. Aby a być wcale szczerym, to przeboje Clementine z dodatkową grupą zwłaszcza nie zapadły mi w myśl. Oczywiście niezapomniany finał i ogólny wydźwięk został w mojej głowie, aczkolwiek o ile historię Lee stanowię w poziomie z opinii powtórzyć krok po kroku, tak dziejów jego starej podopiecznej obecnie nie. Pierwszy sezon postawił poprzeczkę wysoko, drugi lekko przynudził, więc ostudził zapał fanów. Deweloper jest jednak szansę się zrehabilitować, a The Walking Dead: A New Frontier to nic innego, jak inna szansa Telltale Games na stworzenie na nas wrażenia. Jak na tle poprzedników wypada najnowsza linia?

Jak przyjęło na „pilot” pierwszy odcinek daje nam sytuację, ma nowe sylwetce i przypomina mechanikę. Telltale Games postanowiło podtrzymać tradycję „ograniczonej ciągłości” w ramach swojego flagowego produktu jakim jest The Walking Dead. Co zatem oznacza? Mamy innego głównego bohatera, którego poczynaniami kierujemy – to Javier Garcia, niegdyś lekki i szybki awanturnik, dziś siłą rzeczy opiekun bratowej i dwójki nastoletnich dzieci łączy z głównego małżeństwa (wiem, wiem – to skomplikowane). Pierwsze części trochę przynudzają, co jest wcale zrozumiałe. Goręcej wykonywa się trochę dobrze w materiale oraz na efekcie, chociaż pierwsza połowa Ties That Bind ogólnie wypada raczej spokojnie. Możliwe, że deweloper, twórcy serialu i scenarzyści komiksu tak mnie już znieczulili, że znając realia świata przedstawionego z głowy umawiał się na każdą śmierć, która nadałaby wypadkom odrobinę tempa. Bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest zawsze, że po prostu coś nie pyknęło w scenariuszu, w klubu z czym nic nie pyknęło w moim sercu, kiedy zauważył „ten niezwykli zgon”. Lecz nie miejcie mi za złe spojlera – oczywiście było że ktoś zginie, natomiast to The Walking Dead!

Dwa spojrzenia na element konstrukcji sprawie oraz mechaniki. Telltale Games wraz z trzecim sezonem wprowadziło The Walking Dead parę drobnych usprawnień. Podczas fazy eksploracji możemy nacisnąć przycisk „Shift”, aby łatwo się poruszać. Lepiej wyczuwalny istnieje jednocześnie ekwipunek, lecz w sensie sytuacji to sprawa wysoce niż drugorzędna, bo The Walking Dead pozostaje „samograjem”, grą przygodową przygotowaną razem ze „modnymi trendami”, tudzież interaktywnym filmem, to stanowi produkcją opartą o dialogi, oraz nie kombinatorykę z przedmiotami. Mówcie co pragniecie, a mi takie zachowanie odpowiada.

Zmianą jest wyjątkowo inny ważny składnik – retrospekcje które jest Javier, i które są osadzone w tokach z początku wybuchu apokalipsy zombie. Decyzje rozpoczęte w historie mogą stanowić prestiż na jego historie z rodziną, przynajmniej nie docenił tego w ramach pierwszego etapu. Dają nam również dużo poznać historię głównego bohatera.

Ogólnie rzecz mając pilot nie był krótki, aczkolwiek że mi go z prawym sumieniem ocenić jako skuteczny. Kwestii są przyzwoicie zarysowane, choć może szybko proste jak na grupkę, która przeżyła już kilkoro całych lat w świecie ogarniętym zalewem żywych trupów. Niemniej niezłe aktorstwo i prawe dialogi dały mi na załapanie pierwszego związku z drugimi bohaterami. A Clementine? Ona istnieje po prostu bad-assem, który opisuje kiedy się powinno załatwiać sprawy w zombie post-apo. Podoba mi się stawianie jej w tej roli.

Tworząc drugi przypadek scenarzyści mieli mało ułatwione zadanie. Postaci zostały przedstawione, nowa forma również, związki nakreślono, można było zatem zainteresować się tymże co Telltale wygląda najlepiej – budowaniem relacje wewnętrznych oraz przetwarzaniem tych więzi do emocjonalnego krzywdzenia odbiorcy.

Drugi element to przede każdym znacznie wiele akcji, co przyszło mi do smaku po raczej ospałej ważnej fazy. Bardzo odpowiednie wrażenie zrobiła walka „miejska” z powodu Ties That Bind Part II, jak jeszcze spore hordy zombiaków w dalszym rozwoju. Nieumarlaki zresztą rozegrano mądrze, bo słusznie założono, że teraz tylko wielkie stada potrafią być trujące dla starych wyjadaczy w formatu Clementine również organizacji. Chodzący trup ścieli się więc gęsto.

Telltale Games nie zawiera się z tymże, iż w najnowszej linii nawiązuje do tych doświadczeń z serialu. Przeciwnie – zdają się hołubić tym faktem, jednocześnie idąc do punktu z odrobinę drugiej części. Niestety będzie sporym spojlerem, jeżeli zdradzę, że pojawia się wątek bliźniaczo odpowiedni do serialowo/komiksowych „The Saviors” . Od powodu nie brakuje wskazówek sugerujących, że twórcy nie dadzą nam łatwych odpowiedzi natomiast toż podejrzenie znajduje potwierdzenie w opadoszczękogennej końcówce pierwszego etapu.

Dużo miejsca poświęcono też Clementine – zarówno jej spędzaniu w porządkach po doświadczeniach z dodatkowego sezonu, kiedy oraz nowocześniejszej historii. Co dobre, nasze wybory rozpoczęte w zeszłych sezonach mają przełożenie na to, jaką rolą jest już nastolatka, a i na wymiar retrospekcji jakie znajdujemy (a które dodatkowo rozgrywamy). Gdy nie możecie zaimportować zapisu z poprzednich odsłon, zatem nie martwcie się – trzeci sezon pozwoli Wam przed przystąpieniem gry szybko odtworzyć kształt najważniejszych wydarzeń poprzez ręczne zaznaczenie odpowiednich doborów. Gdy się domyślacie w popularny rozwiązanie mami zatem do kilkukrotnego przejścia teraz wydanych epizodów, nawet po to żeby dostrzec jak mogły się toczyć dalsze losy Clementine w współzależności z wyborów z okresu pierwszego również drugiego.

Na brak muszę zaliczyć jednak fakt, że w toku trwania drugiego zakresu nie odczułem jeszcze ani razu wrażenia, że moje wybory były jakieś faktyczne konsekwencje, co stanowi natomiast sztandarowym hasłem Telltale Games pojawiającym się na początku każdej ich muzyki (A New Frontier nie jest wyjątkiem). Jeżeli potraktujemy obydwa elementy jako przedłużony prolog i ciężkie „otwarcie”, na co świadczy wszak jednolitość tytułów, więc potrafimy na ostatnią myśl przymknąć oko, niemniej… szkoda.

Ogółem rzecz ujmując druga połówkę Ties That Bind sprawiła o dużo lepsze wrażenie od pierwszej. Jest część, są faktyczne dramaty, są stron z jakimi można się utożsamiać, jest wreszcie spore zaskoczenie na brzegu, które autentycznie pozostawiło mnie z ważną ochotą na moc.

Trzeci aspekt jest raz niezależny od bagażu konieczności przedstawiania postaci, tworzenia dróg oraz opiera się o dobrą bazę, którą skonstruowały dwa poprzednie epizody. Dziwi zatem fakt, że twórcy tak niemrawo dołączyli do tematu, jakby dostosowując się w zupełności twistami, które zaserwowali nam w początkowych dwóch odsłonach trzeciej serii, bądź znanymi modyfikacjami materiałów z serialu.

Zacząłem z pełnej rury plus wtedy dużej krytyki, przecież są też rozwiązania projektowe, które w ostatnim odcinku mi się spodobały. W przeciwieństwie do Ties That Bind odcinek Above The Law zrywa z graniem w każdy sposób, że Clementine odgrywa większą pozycję w sprawy. Dostała odrobinę czasu, ale primo, wprowadzono więc na grupę, a secundo, że niczego więc nie wniosło. Scenarzyści skupili się mocniej na rodzinnych relacjach Javiera oraz jego części, co w sensie rzeczy jest nieuniknione, biorąc pod opiekę fakt, że całym „WOW” z boku poprzedniego fragmentu było korzystne zmartwychwstanie Davida – lekko bucowatego brata Javiera, aktualnie obsadzone w istoty jednego z przywódców Richmond i tytułowego A New Frontier.

Zabawę psuła mi, kiedy teraz wspominałem, oczywistość kolejnych fabularnych meandrów, jakie historia zataczała przez krótkie dwie godziny. Większość osoby została dosyć topornie zakreślona, w gruncie sprawy w oparciu o szablony znane obecnie z serialu, z lekkimi modyfikacjami. Dokładnie to jeszcze przyzwoita rozrywka. Jesteśmy duże wybory, trochę akcji, parę czynników mających nas wzruszyć oraz wtedy wszystko dalej działa przyzwoicie. Szkoda tylko, iż jest takie… generyczne.

To zupełnie poprawny odcinek, przy którym mieszkał się całkiem nieźle. Problem w współczesnym, że Above The Law całkowicie wyeksploatowało potencjał dokonany przez Ties That Bind. Obawiam się jednak, że scenarzyści wykonują się na dalsze badanie tych jednych dylematów zdrowych oraz kierowanie nas wielokrotnie przed tymi samymi pytaniami. Nie wskazuje to rynek dobrze sezonowi, zwłaszcza mając pod uwagę dosyć drętwe dialogi, prezentujące na ostatnie, że do produkcji nad A New Frontier oddelegowano ekipę rezerwową. Niemniej, sesja z trzecim okresem nie była niebezpieczna. Była po prostu OK.

Stawało się akurat to czego obawiałem się recenzując poprzedni odcinek – scenarzyści zaczerpnęli zbyt mocno ze centrum potencjalnych plot-boosterów, wynikiem czego wielką część czwartego odcinka pracujemy w kółko, nie posuwając specjalnie fabuły do przodu. Thicker Than Water wypełnione jest fillerami, tak wyjątkowymi dla gatunku gier liniowo-kinowych, bądź użeraniem się z niewiele popularnymi postaciami, które powinny po prostu siedzieć w kształcie do punktu ich stracenia przez scenarzystów. Zwyczajnie nudziłem się przez większość sesji.

Z racji na spożytkowanie w poprzednich odcinkach pewnych filarów fabularnych można było pokusić się o oparcie Thicker Than Water o relację Javiera z Clementine. Niestety, scenarzyści zdecydowali się na jedzenie jej małej roli, co w gruncie rzeczy narzuca mi wrażenie, że młoda bohaterka poprzednich epizodów bezpośrednio do New Frontier została wrzucona, aby zachować ciągłość w edycji oraz przyciągnąć fanów. Co więcej, kiedy Clementine otrzymuje swoje pięć minut, momentalnie kradnie show, oferując nam najlepszy dylemat dobry w pełnym odcinku. Jest szukającym, wirtualnym przypomnieniem tego, jako cudowne były ostatnie czasy również kiedy daleko serię zgubiła monotonia.

Ciężko jest mi określić który jest scenariuszowy cel Thicker Than Water. Młody Gabe miał mnie również bardziej zirytować? Ok, jednak już wcześniej zajmował go dobrze dosyć. Miałem wpaść w nieistotny konflikt z moją nową ekipą? Ok, wszedłem, jednak nic spośród tegoż nie wynikło. Ciekawy wątek romantyczny rozwiązano jedną sceną, a poza tymże pełny okres tylko biegałem w kółko, zbierając fanty oraz wyglądając na to aż coś się zacznie dziać, albo pojawią się osobie których los choć trochę mnie obejdzie.

The Walking Dead: A New Frontier odzyskuje dynamikę właśnie w ostatniej części czwartego odcinka. Mniej więcej na „wysokości” trzech czwartych epizodu takie momenty składowe wreszcie zaczynają działać razem ze bliskim zastosowaniem. Niestety jest więc mieszanka wybuchowa – daleko relacjom pomiędzy braćmi Javierem i Davidem do wszystkich powiązań pomiędzy postaciami występującymi nawet w starych sezonach. Oraz tylko ograniczone rozwiązanie problemie romantycznego pozostawiło mnie zadowolonym, często ze względu na moją swoją niepewność co do bieżącego, jak powinienem go zrealizować, tak wszystko zdaje mi się naturalne oraz raczej teatralne na tle relacji Clementine z Lee czy z wyprawy podjętej przez bohaterów drugiej części. Wirtualne The Walking Dead stoi się tasiemcem oraz toż drętwym. Liczymy na wynik, jednak już wiadomo, że nie istniał obecne niezwykły sezon.

Po poprzednim elemencie byłem duży najgorszych obaw, jeżeli należy o finał sezonu. Błądzenie bez sensu przez większy okres oraz nadmierne wyeksploatowanie pewnych wątków doprowadziło mnie do czasu, w jakim zapomniałem o aktualnym, że w I New Frontier są również ciekawe, pełnokrwiste postaci, które zdążyłem polubić. Wystarczy przedstawić im historię, a pełne wdzięczności serwują piękny teatr z zombie w tle, który aż wybiera się oglądać. Idealne miejsce znów zajął Javi i Clementine.

Z różnych dziedziny, które From the Gallows robi dobrze: wreszcie wiadomo co autor brał na pamięci. Owszem, już wczas w usta oraz czyny bohaterów wciskane było ważne pytanie, a mianowicie „co dla Ciebie graczu znaczy rodzina?”, ale dyskusja ta mówiona była słabe, niemrawie także w sensie rzeczy robiła wrażenie drinka z wielu wątków pobocznych. Właśnie w obecnym odcinku wreszcie poczułem ciężkość i duży pomysł tego wydarzenia. Odpowiedź nie jest skłonna, i co najciekawsze – The New Frontier zupełnie nie służy nam dobrego, słusznego morału. Od stara w atrakcjach Telltale nie czułem tak daleko, że ostateczny wydźwięk historii chce z moich opinii.

Wszystkie dzięki poczuciu, że wreszcie możemy zarządzać tym, jaką kobietą będzie istotny bohater, Javi. Możemy zbudować go na twarz, która używa pozostać dobrą, pomimo tylu lat z wybuchu apokalipsy, albo cynika, który inspiruje się regułom tego świata. To stanowi jest siłę I New Frontier również ostatniego odcinka - pozwolono znaczyć tym, którzy są rzecz do powiedzenia. Nie mówiąc już o własnych dobrych wyborach, bardziej powszechnych, takich jak pomiędzy rodzajami miłości, lojalności, itd. A New Frontier zadaje dużo fajnych pytań, szkoda że po drodze potrafi gracza znużyć.

From the Gallows toż nie ale dużo interesujące zwieńczenie całego czasu – odcinek dobrze prezentuje się też sam. Praktycznie wszystkie dwie godziny prezentuje świetne tempo, niemalże hitchcockowskie. Otwiera się od trzęsienia ziemi, a później napięcie teraz tylko jest. Parę razy więcej autentycznie zaskoczyły mnie pytania na ekranie. Całość po prostu sprawia radość – cóż za zaskoczenie po miernych poprzednich dwóch epizodach.

Podsumowując – The Walking Dead: A New Frontier jako sezon prezentuje bardzo różny poziom. Dobry początek unosi się przez słabe odcinki trzeci i czwarty, jakie z zmianie rekompensowane są świetnym finałem. Czy żałuję, że dałem szansę nowej grupie z Javierem na czele? Kompletnie nie, lecz jestem fanem Żywych Trupów w zespole. Przeciętnym graczom polecam szukać na najnowszy sezon na zniżkach oraz na odpowiednie pogodzić się z faktem, że Telltale jest zarówno wzloty kiedy i upadki.

Ocena użytkowników 6/10

Wymagania sprzętowe The Walking Dead: The Telltale Series - A New Frontier

Minimalne: lntel Core 2 Duo 2.4 GHz 4 GB RAM karta grafiki 1 GB GeForce GTS 450 lub lepsza Windows 7 64-bit

Recenzja gry PC Tekken 7

Ciągle wzdychasz do Tekkena 3 i potrzebuje ciż się godny następca? Wygraj w Tekkena 7. Mordobicia 3D to dla ciebie niezbadany teren? Wygraj w Tekkena 7.

Potrafiło się wydawać, że dwa wymiary na skuteczne zdominowały gatunek konsolowych bijatyk. Soul Calibur nie daje znaku życia, o Virtua Fighter pamiętają tylko najzagorzalsi fani, Dead or Alive 5 obrał kurs na otwarte wody zwane "free to play", zaś Super Smash Bros., Dragon Ball Xenoverse czy nawalanki spod znaku Naruto Shippudden to przecież nieco inna bajka. Obecnie oczy fanów mordobić są skierowane przede ludziom w stylu dwuwymiarowych tworów Capcomu (Street Fighter V, nadchodzący Marvel vs. Capcom: Infinite), NetherRrealm Studios (Mortal Kombat X, Injustice 2) i Arc System Works (Gulity Gear, BlazBlue), ale Namco Bandai ze naszym Tekkenem 7 właśnie udowodnił, że gra o tytuł Króla Żelaznej Pięści dodatkowo nie dobiegła końca. Plus to dziś najnowszy Tekken ma okazję skupić na sobie uwagę weteranów serii jak również doskonałych nowicjuszy, polegających na efektowne konkurencji i moc grze do poznania.

Od premiery kanonicznego poprzednika z "szóstką" w tytule minęło już dziesięć lat (wersja arcade), co nigdy nie oznacza, że część Tekken była cały okres w mieszkaniu. Namco Bandai przez tą dekadę całkiem solidnie eksploatowało swoją flagową markę, wypuszczając kilka wersji Tekken 6 i Tekken Tag Tournament 2, tworząc karciankę, bijatykę free to play i kilka innych mniej lub bardziej korzystnych eksperymentów. Tekken 7 został pasowany do mieszkania w 2015 roku również tylko na grupę konsolową przyszło nam czekać przez dwa biega (po drodze pojawiła się rozszerzona edycja zarezerwowana dla salonów gier), to wynik końcowy nie pozostawia wątpliwości, że developer nie próżnował.

Tekken 7 to chodzi, na jaką warto było wyglądać niezależnie z tego, czy zjedliśmy zęby na ostatnich częściach, czy dopiero realizuję swoją przygodę z tą częścią; lubimy samotną naukę długich kombinacji, sieciowe turnieje, luźne wykonywanie na kanapie, albo po prostu chcemy się przekonać, co słychać u patologicznej rodziny Mishima i reszty Tekkenowej ekipy. Najnowsze dziecko Namco Bandai to zwiększona, dopracowana również spełniona po brzegi treścią gra, która nie pozwoli oderwać sie od konsoli (albo peceta) przez duży okres. Nie wszystko się udało i dużo elementów można żeby ująć w łatwiejszy wyjście, ale pomimo wad Tekken 7 to dobry chętny do tytułu najlepszej bijatyki tych lat.

Gdy mieliście raz do postępowania z Turniejem o Tytuł Króla Żelaznej Pięści, to walka w Tekken 7 nie powinna być dla was zaskoczeniem. To w dalszym rozwoju trójwymiarowa bijatyka, w jakiej wliczają się m.in. side-stepy, juggle oraz długie kombinacje ciosów – jeżeli przywykliście do Street Fightera czy Mortal Kombat, toż wymagacie zapomnieć o dużych projectile'ach i kręceniu ćwierć/półkółek na padzie. Kule ognia czasami przelecą przez ekran (głównie za sprawą gościnnego występu Akumy), a takie ciosy łatwo nie są esencją gry w sztuce Namco Bandai.

Tekken 7 zachował ducha wcześniejszych odsłon, co nie oznacza, że obyło się bez rozwinięcia (a tak obecnie bardzo skomplikowanego) systemu. Przypadkiem są nowe technologii odpalane w porządku Rage, czyli Rage Art i Rage Drive. Gdy nasz zawodnik zbiera baty, a bycie uszczupli mu się do około 25 procent, możemy zastosować ze osobnego ciosu (Rage Art), jaki jest tym szerszy, im trochę energii znajduje się na pasku życia. Alternatywą dla Rage Art jest Rage Drive – potężna, jednak często ryzykowna technika, która wyraża nasze "życie" niebieską aurą spowijającą naszego zawodnika. Kolejną wiadomością jest Power Crusher – technika pochłaniająca ciosy mid i high, ale wykonująca z ciosami low i rzutami. Całe te zmian stanowią świetne rozwinięcie Tekkenowej mechaniki również co najważniejsze, nie są istotne tylko dla weteranów serii. Przykładowo Rage Arts można przypisać do indywidualnego przycisku, dzięki czemu nawet największy laik, który pozna swoją zasadę działania Rage Mode, będzie mógł odpalić widowiskową, oraz do ostatniego efektywną technikę bez potrzebie zapamiętywania konkretnych sekwencji. Gry Wyścigi do Zainstalowania

Widać wyraźnie, że Namco Bandai nie chciało kierować swojej gry wyłącznie fanom pamiętającym początki części z 1994 (!) roku. Bo tylko wtedy oni najbardziej docenią starania developera, który wprowadził na płytę mnóstwo treści, niedzielny fan bijatyk też nie powinien narzekać na ekskluzywny rodzaj i za wysoki szczyt wejścia. Tekken 7 nie prowadzi za rączkę także nie oferuje łopatologicznych tutoriali, ale obecność trybu Practice należy zaliczyć na atut. Przystępnym wprowadzeniem do świata Tekkena jest poza wyjątkowy tryb fabularny, który jeszcze mówi co coś o danych technikach. Jego istotną cechą jest jednak – co oczywiste – opowiadanie historii rodu Mishima. Fabuła Tekkena 7 odbywa się po doświadczeniach z "szóstki", choć narracja nie jest banalna i lubi nas kosztować w historię. Story Mode to rzeczywiście mieszanka filmików, statycznych obrazów z zwykłym narratorem w miejscu oraz obowiązkowych pojedynków, na jakie wielu miłośników części z pewnością ostrzyła sobie zęby. Niestety jednak tenże pomysł zarabia na pochwałę, toż w praktyce nie jest już tak różowo. Fajnie, że poznajemy dalsze losy (i czasem powracamy do historie) kultowych postaci, z patologiczną rodziną Mishimów na czele, jednak liczba absurdów, nudnych przerywników oraz nic niewnoszących walk sprawia, iż w ostatnim rozrachunku traktuję Story Mode jako zmarnowany potencjał i "grę" na poszczególny wieczór.

O moc dużo bawiłem się w normalnym trybie Arcade, gdzie stajemy do konkurencje z pięcioma następującymi po sobie przeciwnikami. I obecnie absolutnym strzałem w dziesiątkę pokazałeś się niepozorny Treasure Battle. Ta uzależniająca zabawa wierzy w gruncie rzeczy na rozgrywaniu kolejnych walk i zdobywaniu skrzynek ze skarbami, w których szukamy lokalną walutę, elementy stroju lub inne upiększacze interfejsu. Niby nic wielkiego, tyle tylko, że Tekken 7 jest ZNAKOMITY pod względem możliwości dostosowywania wyglądu skórze (zaś nie tylko) do własnych potrzeb. To już nie ostatnie sezony, kiedy Jin stosowałem się z gołą klatą i ognistymi portkami, a Paul Phoenix był synonimem motocyklisty z wielką blondfryzurą. W innym Tekkenie możemy zmienić praktycznie wszystko w postaci ulubionego zawodnika. Oraz gdy planujecie, że Tekken Tag Tournament 2 na Wii U przesadzał, ubierając Ganryu w strój Bowsera albo Heihachiego w Mario, to stan zwariowania Tekkena 7 że istnieć dla was szokiem. Dość powiedzieć, iż w "siódemce" możemy kupować/odblokowywać okulary słoneczne, komiczne nakrycia głowy, sukienki (unisex), buty, karabiny, zbroje i pełną masę zakręconych dodatków w charakteru wielkiej pizzy przyklejonej do pleców naszego pupila. Poszerzanie kolekcji akcesoriów również elementów garderoby to wbrew pozorom świetna zabawa, oczywiście pod warunkiem, że nie jesteśmy purystami przyzwyczajonymi do normalnego wyglądu poszczególnych bohaterów. Tak czy inaczej, Treasure Battle może wciągnąć na dalekie godziny dodatkowo jest świetną odskocznią od innych trybów. Zdobycie każdych przedmiotów zajmuje prawdopodobnie absurdalną ilość czasu, choć można napotkać w internecie na popularną metodę zarabobienia fortuny w Treasure Battle bez potrzeby rozgrywania kolejnych pojedynków. Wystarczy mieć kontroler z propozycją turbo, wybrać Katarinę również sprawić, aby cały okres spamowała combo 44444.

Tekken 7 stanowi przyjemną opcją dla samotników, jednak nie odda się ukryć, że esencją wszelkich bijatyk są starcia z skutecznym przeciwnikiem. "Siódemka" korzysta w tym fakcie wiele do powiedzenia, także w klasie lokalnej (kanapowe granie smakuje jak dawniej) kiedy oraz online. Kilka dni po premierze matchmaking i lagi pochodzące z połączenia sieciowego były bardzo silne, ale potrzeba być wyjątkowej sprawie również czekać na to, że Namco Bandai będzie pracowało strukturę sieciową, która z pewnością przyciągnie masę użytkowników. Bowiem jest tu wiele atrakcji: od szybkich, pojedynczych walk, przez walki rankingowe, aż po turnieje dla ośmiu graczy. Warstwa sieciowa Tekkena 7 jest łatwa również wyrozumiała dla użytkownika, który potrafi podejrzeć stopień zaawansowania przeciwnika i grupę jego sygnału. Możliwość realizowania własnych turniejów, dla znajomych z reguły znajomych czy zupełnie obcych graczy, to dodatkowe dobre rozwiązanie. Krótko mówiąc, Tekken 7 ma wszystko, czego bym sobie życzył po sieciowej bijatyce. I jeśli tylko twórcy uporają się ze częstymi problemami (aktualizacje są daleko niż dobre), więc nic nie bycie na przeszkodzie, aby regularnie sprawdzać swój odcień w starciu z graczami z drugiego końca świata.

Jeżeli wyrośliście na Tekkenie oraz wciąż wahacie się, czy warto sięgnąć po "siódemkę", to czym już porzućcie wątpliwości. Tekken 7 to wykorzystuje kompletna niemal w dowolnym elemencie. Tradycyjna u podstaw, ale doskonale rozwijająca sprawdzoną formułę oraz nadająca zupełnie inne mechanizmy. Mnóstwo treści do odblokowania (oprócz ciuchów i gadżetów m.in. wszystkie filmy z starych gier) więc nie tylko dobry dodatek, ale ważna motywacja do mieszkania długich godzin na otwieraniu kolejnych skrzynek. Niestety "siódemka" ma i nasze za uszami, żeby tylko przypomnieć bardzo zmienny również nieprzemyślany tryb fabularny czy efekciarską, ale niezbyt imponującą oprawę graficzną. Gra hula na silniku Unreal 4 i choć niektóre techniki wywołują efekt "wow", więc nie napiszę, że stan samych osoby czy aren przygotował na mnie niesamowite wrażenie. To rzeczywiście nie przekreśla przyjemności czerpanej z samego mordobicia. W tej rzeczy Tekken 7 to oczywista potęga i wartość obowiązkowa dla fanów gatunku jak i nowych pragnących zasmakować w trójwymiarowych bijatykach XXI wieku.

PS. Tekken 7 w grupie na konsolę PlayStation 4 jest wsparcie dla gogli VR, o czym mówi komunikat na okładce również profesjonalna zakładka w menu gry. Podpinając PSVR do konsoli możemy zyskać z VR Viewer i VR Battle. Pierwszy dodatek więc nic nowego jak możliwość oglądania wybranej osoby (np. po zakupieniu fikuśnego kostiumu) z wszelkiej możliwej strony. Z zmiany VR Battle to tryb treningowy, w jakim przyciągamy lub oddalamy kamerę, włączamy slow motion itp. Żaden z tych dodatków nie wykonałem na mnie doświadczenia również widać, że zostały podane na wartość z dbają o wyposzczonych posiadaczach PSVR. Ot, niewiele znacząca ciekawostka.

Ocena użytkowników 7/10

Wymagania sprzętowe Tekken 7

Minimalne: Intel Core i3-4160 3.6 GHz 6 GB RAM karta grafiki 2 GB GeForce GTX 660 lub lepsza 60 GB HDD Windows 7/8/10 64-bit

Rekomendowane: Intel Core i5-4690 3.5 GHz 8 GB RAM karta grafiki 3 GB GeForce GTX 1060 lub lepsza 60 GB HDD Windows 7/8/10 64-bit

Czy warto kupić DiRT 4

Dirt powraca! Jednak ani jako Dirt Rally 2, ani jako jedyny następca Dirta 3. Czym więc Dirt 4 tak istotnie jest oraz komu wolno go polecić?

Codemasters to przecież lubi zaskakiwać. Dirt Rally był długo utrzymywany w tajemnicy, i świat dowiedział się o nim tylko podczas debiutu w Steam Early Access. Dirt 4 nie był może sekretem, a w tym przykładu niespodziewany zaprezentował się kierunek, który obrali deweloperzy. Bo kto spodziewał się, że po zrobieniu jednej z najciekawszych zabaw rajdowych w spraw Brytyjczycy zamiast przykręcić śrubę, obiorą przeciwny kierunek? Ja nie.

W pewien sposób że się dziwić. Dirt Rally z pełną pewnością nie był sztuką dla ludziach. Osobiście bez kierownicy do niej nie podchodziłem a takie postępowanie radziłem każdemu, kto pytał mnie o opinię. Zapaleńcy przechodzili do pokonania niezły próg wejścia, bo poprzeczka z zakresem trudności wisiała wysoko. Pewno się nie zdziwicie, że tymże całkowicie nie istnieje szybko tak trudno. Co więcej, tym jednocześnie do następnego Dirta podejść można oraz z padem. Także o zgrozo, to nawet bardzo wychodzi.

Regułą jest, że twórcy gry dostali trochę zeza i indywidualny produkt nadal stosują do fanów symulacji, jednak tymże razem chcą i sprawić, by również rajdowcy z mniejszym zapałem nie czuli się pokrzywdzeni. Stąd też Dirt 4 dysponuje aż dwoma rodzajami jazdy. Ważny z nich istnieje zupełnie bardziej prawdopodobny, aczkolwiek nie stanowi wówczas tenże sam system zarządzania, który znamy z Dirt Rally, na co najważniejsi fani z całkowitą pewnością będą produkować nosem. Nadal jednak twierdzę, iż w współczesny środek najlepiej daje się z wykorzystaniem kierownicy. Tylko tym zupełnie mamy te różny system. Prostszy. Łatwiejszy. Wiele dużo miły dla tych, którzy po prostu chcą usiąść sobie na kanapie również zrzucić kilka przyjemnych chwil z grą wyścigową w wartości głównej.

Co najistotniejsze, prostszy sposób sterowania absolutnie nie pracuje z gry Need for Speeda – sprawia jednak, że auto zdecydowanie dużo miesza się do wielkości, dzięki czemu trudniej stracić nad nim bycie oraz zaliczyć efektywnego dzwona, choć ciągle się da. W relacji od preferencji bardzo dobrze ustawić ważna w czym liczymy pomocy, i gdzie przechodzimy „na całość”, dzięki czemu rozgrywka jest raczej elastyczna oraz żadne wspomagacze nie są przymusowe. Choć uwielbiałem Dirt Rally na kierownicy, przy Dirt 4 specjalnie sporo czasu spędzałem grając padem, aby testować nowy projekt jazdy. Umożliwia on na stałą jazdę i osiąganie dobrych wyników bez godzin treningu. Istniejmy jednak szczerzy – jeśli marzycie o wszystkim panowaniu nad autem w ciężkich warunkach, ciągnięciu się z koleinami błota czy śniegu i kierowaniu aut z szerokich, szutrowych poślizgów, nie obejdzie się bez kierownicy i symulacyjnej formy zabawy. I toż niezależnie czy chcecie akurat wariować po rajdowych oesach czy wystartować w innych dziedzinach.

I tu właśnie pojawia się słowo klucz względem informacje w Dirt 4. Codemasters doskonale ma czasy swojej świetności. Dirt 2 czy Dirt 3 oferowały wtedy całe spektrum zróżnicowanych wyścigowych dyscyplin. Twórcy nieśmiało, ale uczynili jednak krok w ostatnim celu, dając tym razem do gry obok rajdów i rallycrossu także takie czynniki jak wyścigi samochodów terenowych, rajdową szkółkę czy poboczne minigierki rozgrywane w aktualnym jedynym, rajdowym centrum. Wystartujecie tam w kolekcji wyzwań dla Małe czy postaracie się przewrócić jak najwięcej stawianych na ulicy bloków podczas jednego przejazdu. Niestety, to tylko dodatki. Zawody off-roadowe nie są tak rozbudowane, i ponadto dróg jest tam zaledwie trochę na krzyż. Nie da się też przemilczeć braku hillclimbu – licencja na Pikes Peak jest co prawda w rękach Sony, ale ale mogliśmy ścigać się po nieprawdziwych drogach oraz same byłoby odpowiednio.

Dirt 4 oferuje za to wiele dużo rozbudowany oraz trudny tryb pracy, który mozolnie przeprowadza nas przez niższe wartości i umożliwia na zapoznanie się ze ludźmi mechanizmami zarządzania wyścigowym zespołem. Natomiast jest tego niemało wysoce niż ostatnio – oraz potem możemy również dobierać sobie współpracowników, jak również nadzorować pracami dotyczącymi ulepszeń do auta, co i podpisywać umowy sponsorskie. Tym jednocześnie jednak zabawa nie zmusza do żmudnego grindu, obejdzie się też bez odkładania na drogie auto. Ekonomia jest uproszczona, a ceny podbite, dzięki czemu już możemy dorobić się niezłego budżetu, jak i kilku aut w garażu na odpowiedni początek. Między innymi to tak to zdarzyło, że kariera naprawdę bardzo interesuje i kieruje do ekranu na wszelkie godziny. Mamy tutaj kilka rajdowych elegancji i zróżnicowane zawody nie lecz w rajdach, ale te innych dziedzinach, trzeba więc sukcesywnie uzupełniać ubytki w garażach. pobierzgre.org/wyscigi/

Tym jednocześnie możemy jednak nabywać także samochody używane. Codemasters opracowało coś na przykład aukcji, na jakich kupujemy używane samochody – każde są dokładnie opisane, do danych w nich cech, aż po szczegółową historię wozu. W możliwościach można wybierać do woli, oraz co najważniejsze zakupione auta ulepszać montując lepsze stronie pokroju sprzęgła, hamulca czy silnika. Co do jednych aut, znajdziecie tutaj kilkadziesiąt modeli – również tych świetnych, z lat 70-tych, przez większość B, auta off-roadowe aż po nowoczesne rajdówki, aczkolwiek nie prosto z klasy WRC, ponieważ na to dzisiaj Codemasters licencji nie ma. Ale spokojnie. Jest Mitsubishi, jest Subaru, jest Krótkich Cooper, jest Lancia Delta - są w kolekcji wszystkie auta, których chcemy do całej zabawy.

W sprawy tras, Dirt 4 stawia raczej na minimalizm. Jesteśmy tutaj pięć krajów – ścigamy się w Szwecji, Walii, USA, Hiszpanii oraz Australii, powraca do tego chwila torów do rallycrossu oraz landrush. Szału więc nie ma, dobrze jednak, że poszczególne kraje różnią się z siebie diametralnie, bo kompletnie czym niezwykłym jest przebijanie się przez śnieg po szwedzkich oesach, a czym innym jazda po australijskich bezdrożach czy walijskich lasach. Niestety – zapomnijcie o śmiganiu po lodowatych, górskich serpentynach w Monte Carlo, bo choć droga stanowiła w Dirt Rally, tym zupełnie jej zabrakło, nad czym ubolewam że najbardziej.

Pisząc o Dirt 4 nie można przemilczeć debiutu Your Stage, a więc modułu tworzącego drogi w technologia proceduralny. Na dokumencie to spora nowość, bowiem w rajdach nie kieruje się na myśl – tworzenie wiec nowych linii na potrzeby chociażby zmagań ze bliskimi to idealne posunięcie, bo pojedynek zupełnie nie podzieli się to o znajomość trasy. Dodatkowo możemy określić samodzielnie jak duży jest być dokonywany odcinek też jako dużo kręty, dzięki czemu dopasujemy go do umiejętności również oczekiwań. W praktyce, to jednak jakby zalążek dobrego pomysłu na przyszłość, a technologia musi stać również dopracowana. Jeżdżąc po drogach wykonanych z Your Stage można narzekać na monotonię, bowiem nie są one ani widowiskowe ani szczególnie istotne. Co gorsza, edytorowi sprowadza się czasem dwu albo nawet trzykrotnie wygenerować u siebie odpowiednie sekcje zakrętów, które kłócą się od siebie tylko minimalnie. Trudno czyli na ten czas rozmawiać o rajdowej rewolucji pod tym względem, chociaż to z całkowitą pewnością niezła ciekawostka.

Oraz kiedy robi Dirt 4? Pewnie doskonale wiecie, że Dirt Rally nie był najlepszy, choć specjalnie stylizowany w dość szarawą, wypłowiałą kolorystykę. Dirt 4 robi mały krok do przodu pod względem kolorów, a raczej siedzi w tłu pod względem technologii. Dodatkowo toż raczej szybko widać. Mi toż sam nie przeszkadza, bo gry wyścigowe muszą pracować, a nie wyglądać… chyba, iż nie świadczymy o produkcjach symulacyjnych, a tych skierowanych do miłośników gier zręcznościowych. A tymże jednocześnie Dirt 4 się że w tą liczbę także łapie. I powiem wprost, w zestawieniu do produkcji pokroju Forzy Horizon 3, wizualnie pomiędzy obydwoma atrakcjami jest kluczowa przepaść. Modele aut również się jakoś bronią, ale tekstury drzew czy elementów otoczenia już nie lekko kłują w oczy. Całkiem nieźle wypadają za to wyniki pogodowe – gęsta jak mleko mgła wygląda trochę jak z komiksu, a za to stosuje na drodze nieźle popalić.

Dirt 4 toż pewna rajdowa gra, ale część fanów Dirt Rally pewno stanowić niezbyt zadowolona. Szczególnie ci, którzy nie lubią kompromisów. Nie odda się trzymać za ogon dwóch srok. Z gry wyleciał hillclimb, nie liczy w niej zarówno dobrych relacji z Monte Carlo. Uznajemy za to ponad fajniejszą karierę, ciekawostkę w części generatora tras, wyścigi off-road oraz kształt sterowania dla miłośników zręcznościowej zabawy – jednocześnie zabrakło gdzieniegdzie więcej torów czy dyscyplin. W wyborze konsola + pad całość sprawdza się naprawdę dobrze, choć gdzieś tam czuję, że bardziej zajmował się, gdyby Dirt Rally 2 powstał osobno, a Dirt 4 oddzielnie, chociażby w coraz bardziej zręcznościowej wersji. Twórcy mogliby to też dużo poszaleć z budową, na co w tym etapie nie wystarczyło im chyba odwagi. Zagrać? Jeśli lubisz pojeździć rajdówkami na konsoli, to może trzeba. Wykonywa jest bliższa niż Dirt Rally również spokojniejsza od rajdowej konkurencji. Oraz wtedy pewnie wystarczająca rekomendacja.

Ocena użytkowników 8/10

Wymagania sprzętowe DiRT 4

Minimalne: Intel Core i3 3220 3.3 GHz 4 GB RAM karta grafiki 1 GB GeForce GT 440/Radeon HD 5570 lub lepsza 50 GB HDD Windows 7 64-bit

Rekomendowane: Intel Core i5 4690 3.5 GHz/AMD FX 8120 3.5 GHz 8 GB RAM karta grafiki 3 GB GeForce GTX 780/Radeon R9 390 lub lepsza 50 GB HDD Windows 7/8/10 64-bit

Moja recenzja gry Crash Bandicoot N. Sane Trilogy

Crash Bandicoot N. Sane Trilogy to remake pełną gębą. Trzy kultowe gry zrobione praktycznie od zera sprawiły, że poczułem się o 20 lat młodszy.

Postaci Crasha, Coco czy Dr. Neo Cortexa nie trzeba być nikomu, kto miał szczęście dorastać wraz z ważnym PlayStation. Kultowa seria zręcznościówek od Naughty Dog była właściwym system sellerem a ze świecą szukać posiadacza konsoli Sony, jaki nie grałby, albo chociaż nie słyszał o tej nazwie. Zresztą, niech przemówią liczby: debiutancki Crash Bandicoot (1996) doszedł do ponad 6,8 milionów użytkowników, zaś sequele Crash Bandicoot: Cortex Strikes Back (1997) i Crash Bandioot: Warped (1998) sprzedały się w odpowiednio 5,2 i 5,7 milionach egzemplarzy. Czapki z gór.

O burzliwej historii serii Crash Bandicoot pisałem rok temu z przyczynie 20-lecia narodzin kultowego jamraja. Dość powiedzieć, że firma chodząca do Activison z lat zmienia się na cienkie oraz nie wyobrażam sobie powrotu do tradycyjnej świetności. Na szczęście nowo wydana składanka Crash Bandicoot N. Sane Trilogy przełamuje złą passę również po deszczu multiplatformowych sequeli oraz nieudanych eksperymentów typu Crash of the Titans, remake oryginalnej trylogii pomaga ukoić skołatane nerwy fana dawnego Crasha.

Warto podkreślić, że Crash Bandicoot N. Sane Trilogy od Vicarious Visions zostało stworzone praktycznie od zera. Twórcy uważający na prywatnym koncie kilka crashowych platformówek na Game Boy Advance czy Crash Nitro Kart nie dysponowali kodem źródłowym oryginalnej trylogii i odpowiednimi materiałami referencyjnymi (polecam ciekawy tekst na ostatni punkt), to musieli włożyć mnóstwo roli w uchwycenie ducha gier Naughty Dog, z jednoczesnym zachowaniem podstawowych elementów (sterowanie, praca kamery), i suma to obudować współczesną oprawą. Z pewnością nie było bezpośrednio, a efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Absolutnie wszystko, od intra, przez menu, aż po stan oraz brzmienie gustów i budów zostało pieczołowicie odtworzone, bo cóż to określić liftingiem czy wprowadzeniem zmian. Między poszczególnymi pozami nie mamy do pracowania z takim skokiem technologicznym jak 20 lat temu. Różnice graficzne wynikają bardziej z projektu poziomów niż możliwości – też z "jedynki" są bardziej skąpe i kilka pomysłowe. Tylko faktycznie toż dzisiaj było przed laty. Skoro nie graliście ostatnio w ciekawe Crashe, to włączcie sobie chociażby jakiś archiwalny zwiastun czy gameplay, żeby zobaczyć, że między Crash Bandicoot i dwa lata późniejszym Warped naprawdę wielu się zmieniło. Tak pod względem grafiki jak a jednej rozgrywki.

Nie tworzy co ukrywać, pierwszy Crash to najniższy element nowej składanki, oraz tylko jestem do ostatniej gry ogromny sentyment, to odpowiedź pomiędzy debiutem a sequelami jest zauważalna na ważny etap oka. W 1996 roku Naughty Dog dostarczyło znaną oraz na prosty droga innowacyjną zręcznościówkę 2,5D, która prowadziła moc pierwszej konsoli Sony, jednak tylko w Cortex Strikes Back (uznawanej za najlepszą strona serii, choć ja wolę "trójkę") i Warped twórcy rozwinęli skrzydła. Dodali mnóstwo nowych pomysłów, ruchów, pojazdów czy broni, które skutecznie urozmaicały zabawę z udziałem Crasha, a później także Coco. Nota bene, młodsza siostra Crasha jest akurat w sum grywalną osobą we jakichkolwiek trzech grach – wcześniej potrafili nią kierować wyłącznie na dedykowanych poziomach w "trójce", i w "jedynce" nie pojawiała się w zespole. Danie tej drodze to idealny ukłon w okolicę fanów Coco, choć nie czekajcie na pochodzące spośród obecnego odpowiedzi w porządku grania. To raczej skin dla głównej postaci, z takim samym wachlarzem trendów oraz ataków o takim tymże działaniu niż alternatywna stronę z szeregiem odmiennych zdolności.

Odtworzenie światów autorstwa Naughty Dog oraz poniesienie im nowej podstawy było nie lada wyzwaniem. Nowa ekipa dołączyła do wszelkiej sceny z szerokim wpływem do materiału podstawowego również udało jej się sprawić, że doskonale znane poziomy czy przeciwnicy nie sprawiają wrażenia współczesnych wariacji. Oczywiście poszczególne elementy powinien było zrobić praktycznie w sumie po swojemu – wystarczy spojrzeć na ważne otoczenie Wielkiego Muru z Warped i porównać je z dziełem Vicarious Visions. Tam, gdzie w wnętrzu widniały surowe, zielone pagórki, teraz widzimy możne w fragmenty obiekty, które dobrze oddają klimatem do pierwszego zamysłu. To samo dotyczy się postępujących w bieżące dodatkowo we wte przeciwników, którzy doczekali się stosownych upiększeń, jednak to w dalszym procesie susi oraz wyjątkowi na pierwszy rzut oka znajomi.

Oprawie graficznej Crash Bandicoot N. Sane Trilogy niestety tak właściwie cokolwiek zarzucić. Ostre jak brzytwa tekstury w związaniu z szeregiem imponujących efektów (odbicia w lodzie, woda, ogień) tworzą jednolitą oraz wygodną dla oka całość. Można co prawda ponarzekać, że każde gry hulają w 30 klatkach animacji na chwilę (na wesele nic nie zwalnia), zawsze tak również istniałoby w wypadku oryginalnych gier. Fajnie, gdyby Vicarious Visions przyśpieszyło wyprawę do płynnych 60 FPS-ów, ale zabieg tego fragmentu nie jest wyjątkowo uciążliwy, szczególnie dla pań przyzwyczajonych do grupy z PSX-a. Puryści mogą z kolei kręcić nosem na dubbing, który siłą rzeczy musiał zostać nagrany z nowa, i przez toż nie udało się zatrudnić aktorów podkładających głos w różnej trylogii. Część spośród nich chodziła jednak nad wcześniejszymi zabawami z części Crash Bandicoot, to osoby znające Crash Twinsanity czy Crash Team Racing z pewnością rozpoznają znajome głosy. Grunt, że ekipa zarejestrowała się na medal i tchnęła nowe trwanie w kultowych bohaterów – w wybranych, na dowód Tawnę z "jedynki", po raz pierwszy w akcji.

Takich różnic między oryginalnymi a zremasterowanymi grami jest dodatkowo o wiele bardzo, przynajmniej nie odda się ukryć, że właśnie najbardziej hardcore'owi fani zauważą, iż w konkretnym etapie są dwie dodatkowe skrzynki do rozbicia, albo że zdobyła nowa animacja w bitwie z bossem. Ważniejsze zmiany to chociażby dodanie opcji auto-save do ważnej gry, ujednolicenie menu czy dodanie trybu Time Trials do wszelkich trzech gier. Krótko mówiąc, Crash Bandicoot N. Sane Trilogy to przemyślany i dopieszczony zestaw, który składa oraz zmienia dawne potknięcia oraz zmniejsza ograniczenia. https://pobierzgre.org/sportowe/

Gdy w godzinie pierwszego PlayStation zagrywaliście się w sztuki Naughty Dog, to po prostu musicie wziąć po Crash Bandicoot N. Sane Trilogy. Dziecko Vicarious Visions nie jest dodatkowym zrobionym na kolanie remasterem, jakich zapoznaje się na placu całe mnóstwo. Jeżeli baliście się, że uświadczymy tu prostej wymiany tekstur, dodania kilku efektów oraz przycięcia obrazu do szerokich telewizorów, to po raz drugi rozwiewam wszelkie obawy. Crash Bandicoot N. Sane Trilogy nie żeruje na nostalgii, lecz zapewnia sentymentalną drogę w historia w wyjątkowo komfortowych warunkach. W godzinie PlayStation 3 nie był nic przeciwko (z konkretnymi wyjątkami) remasterom HD walk z PS2, i dostosowywał się prostym liftingiem ulubionych gier, jednak składanka Crasha to całkowicie nowa kategoria również styl wykonania.

Jestem pod wielkim wrażeniem pracy następców Naughty Dog, jacy z podziwem dla oryginału potrafili stworzyć prawdziwie ten produkt. Pod względem rozgrywki toż w dalszym ciągu 20-letnie zabawy z określonymi archaizmami, choć jestem całkiem przekonany, że momentami niewygodna kamera czy detekcja kolizji nie przeszkodzi zupełnie innemu pokoleniu graczy bawić się przygodami najbardziej widocznego jamraja na świecie.

Ocena użytkowników 8/10

Wymagania sprzętowe Crash Bandicoot N. Sane Trilogy

Minimalne: Intel Core i5-750 2.67 GHz / AMD Phenom II X4 965 3.4 GHz 8 GB RAM karta grafiki 2 GB GeForce GTX 660 / Radeon HD 7850 lub lepsza Windows 7

Czego jeszcze nie wiesz o Ghost Warrior 3

Rozbudowanie rozgrywki wyszło trzeciej części Ghost Warrior na pozytywne, ale faktem pozostaje banalna fabuła oraz lekka sztuczna inteligencja.

Sniper Ghost Warrior 3 przyjdzie do poziomu tym, którzy oczekują od gry tylko dobrego strzelania z karabinu wyborowego w długich obszarach. Poszukujący jednak dobrej historii również ważnych, emocjonujących misji raczej się zawiodą.

Warszawskie studio CI Games w najróżniejszej edycji snajperskiej produkcji napisało na sprawdzone w tamtych atrakcjach pewniki. Korytarzowe lokacje zastąpiono otwartym światem z celami rozrzuconymi po całej mapie, a gracz - jak w Far Cry - sam decyduje o strategii wykonania zadania. Taka możliwość nie jest zawsze automatycznie gwarantem sukcesu.

Filmowe rozwiązanie do narracji na początku pozytywnie zaskakuje. Poznajemy historię dwóch walczących ze sobą braci - jeden jest uprowadzony w trakcie misji oraz ślad po nim przepada. Drugi kontynuuje służbę w amerykańskiej marynarce wojennej, aż dochodzi do zdestabilizowanego przez rosyjskich separatystów rejonu Gruzji. Dziwnym zbiegiem okoliczności natyka się tam na wiadomości o kimś przypominającym jego kojarzy.

Próby zaangażowania użytkownika w historia spełzają ale na jak, ponieważ prowadzeniu fabuły szkodzi wspomniana wolność również zewnętrzny świat. Wędrujemy po mapie w celu kolejnych istotnych celów do zniesienia bądź wiadomych do wykradnięcia, a wątek brata przez ponad połowę gry sprowadza się do kilku napomknięć w trakcie rozmów. Strzelanie do separatystów odgrywa zdecydowanie pierwsze skrzypce.

Wędrowanie po gruzińskich krajach jest schematyczne. W kryjówce wydajemy się do treści również poprawiamy wyposażenie, możemy i zmieniać porę dnia i bierzemy misję. Po ukończeniu zadania musimy ponownie powrócić do kryjówki, żeby rozpocząć kolejne. Gracze zainteresowani tylko głównym wątkiem, i nie pobocznymi i powtarzalnymi aktywnościami, często będą skracać sobie drogę powrotną za pomocą szybkiej podróży.

Dobór strategie leczenia jest już w całości w rękach gracza. Sukcesy nagradzane są punktami umiejętności odblokowującymi dodatkowe atuty jednej z trzech ścieżek rozwoju: snajpera, żołnierza również lekkiego zabójcy preferującego bliski kontakt. Temat tenże jest a raczej niepotrzebny, gdyż bonusy nie zmieniają diametralnie rozgrywki.

Wolność w podejściu do użytku pozycji również sporo prostych rozwiązań to plus, jednak i tak stanowimy w zdecydowanym poziomie ograniczani. W części przypadków liczy na nas jedno dobrze położone gniazdo snajperskie, a duzi wrogowie do usunięcia łatwo nie chodzą po bazach czy obozach, to musimy strzelić z prawdziwej pozycji. W efekcie większą możliwość otrzymujemy przy walce z zachowaniem pistoletów czy karabinów maszynowych.

Nie znaczy to wprawdzie, iż nie możemy ze snajperką krążyć dookoła obozowiska i powoli, z ogromną satysfakcją ściągać kolejnych żołnierzy. Też bardziej satysfakcjonujące jest tworzenie niczym duch. Zakradanie się na grunt zła i eliminacja z nasza to wiele wyższe wyzwanie oraz przypomina dobre skradanki.

Dopiero przy otwartej potyczce w zwarciu objawiają się największe trudności Sniper Ghost Warrior 3. Zaalarmowani żołnierze wbiegają często pod lufę, wychodzą grupami zza rogu, i my ściągamy jednego po drugim. Kryją się daleko za ochroną oraz pracują tam tak długo, aż nie zajdziemy ich z boku także nie zastrzelimy. Umieramy rzadko, a jeśli teraz wtedy się zdarza, toż z powodu banalnych błędów z bliskiej strony - na dowód przeładowania broni w niewłaściwym momencie.

Najtrudniejsze wyrażają się misje, w których nie wolno nam wywołać alarmu. Poziom wyzwania zwiększa zrezygnowanie z wszelkiej pomocy przy celowaniu oraz korzystanie właśnie na odwzorowanej realistycznie optyce karabinów, lecz jest obecne sztuczne podkręcenie trudności. Reklamy na lunecie nijak się są do bieżącego, gdzie faktycznie trafi pocisk, a dokładne mierzenie metodą cech oraz braków zwyczajnie frustruje.

Podstawowym elementem psującym imprezę jest system autozapisów, które cofają nas do przodzie misji, co nierzadko oznacza ponowne przekradanie się do idealnej pozycji strzeleckiej. Tutaj warto dodać, że wczytywanie zapisu z rządu menu istotnego jest rekordowo długie. Nierzadko wczytywanie między regionami Gruzji (3 podobnej wielkości mapy) zajmowało około 4 minut.

Długość wczytywania tłumaczy częściowo grafika - Ghost Warrior 3 to najczystsza odsłona serii. Modele postaci przypominają gumowe manekiny, ale otoczenie cechuje się pięknie. Naturalnie zalesione otoczenie gruzińskiej prowincji cieszy oko o wszystkiej porze dnia. Brakuje nieco zaludnionych miasteczek, gdyż zwiedzane autem regiony momentami umieszczają się za dużo opustoszałe. Natura przyciąga, ale ruiny oraz wszechobecne posterunki separatystów nie oferują niczego dziwnego poza znajdźkami oraz niekiedy pobocznymi celami do usunięcia.

Sniper Ghost Warrior 3 wykorzystuje część doświadczonych w następnych atrakcjach rozwiązań, ale nie służą one do celu tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Sterowanie samochodem jest niebezpieczne, spowolnione animacje strzałów w górę wyglądają zwykle tak samo, a latający dron do oznaczania wrogów przez brak stateczników kołysze kamerą tak, że ważna wziąć choroby lokomocyjnej.

Ostatecznie zawodzi też fabuła, która po paru godzinach nuży, i my łapiemy się na tymże, iż nie wiemy nawet, po co dajemy daną misję. Przerywniki filmowe to przeważnie przewidywalne zwroty akcji, bezcelowo wulgarne dialogi a do bólu stereotypowe postacie, które ani na raczej nie wykraczają ponad ustalony szablon.

Efekt końcowy nie zachwyca. Sniper Ghost Warrior 3 potrafi sprawić trochę zabawy z dobrych strzałów czy zakradnięcia się nocą do bazy wroga, ale cierpi z powodu technicznych błędów, niezwykle słabej inteligencji wrogów oraz historii, która nie zachęca do podejmowania przygody. Darmowe gry do Pobrania

Ocena użytkowników 6/10

Wymagania sprzętowe Sniper: Ghost Warrior 3

Minimalne: Intel Core i5 6600K 3.5 GHz/AMD FX-6350 3.9 GHz 8 GB RAM karta grafiki 2 GB GeForce GTX 660/Radeon HD 7850 lub lepsza 50 GB HDD Windows 7/8.1/10 64-bit

Rekomendowane: Intel Core i7 4790 4.0 GHz/AMD FX-8350 4.0 GHz 16 GB RAM karta grafiki 3 GB GeForce GTX 1060/4 GB Radeon RX 480 lub lepsza 50 GB HDD Windows 10 64-bit

Triki w grze Injustice 2

Kiedy w 2013 roku NetherRealm Studios przedstawiło graczom Injustice: Gods Among Us, mało kto wierzył, że połączenie „Mortala z Supermanem” może odnieść sukces. Teraz, po paru latach, otrzymujemy kontynuację, a twórcy ponownie potwierdzają, że świat potrzebuje takich bohaterów.

Nieczęsto sięgając po drugą bijatykę jestem rację wskoczyć do zabiegu fabularnego, który porwie mnie na niemało dobrych godzin. A dziś tak zaczęła się moja przygoda z Injustice 2 również dokładnie taką pracę na wstępie lubienia tej pracy zalecam każdemu. NetherRealm Studios ponownie zaprasza graczy do jakiś 4,5 godzinnej opowieści, jaka stanowi przeładowana walkami oraz akcją. Przygoda została umiejscowiona dokładnie 5 lat po walki z Injustice: Gods Among Us - scenarzyści zdecydowali się na kontynuowanie wątku Batmana z Supermanem. Jednak starcia Obrońcy Gotham z Przedstawicielem ze Byliśmy nie są ważnymi wydarzeniami, ponieważ Ziemia jest zdecydowanie większy problem. Brainiac postanowił dołączyć do własnej kolekcji naszą planetę, więc wszyscy bohaterowie muszą stanąć ramię w ramię, aby wspólnymi siłami pokonać „Mózgowca”.

Sprawa nie jest tak najlepszą relacją w uniwersum DC, ale na że najlepszą przygodą wykreowaną przez ekipę Eda Boona. Z skłonnej do niedawnej chwile z przyjemnością poznawałem wydarzenia, w jakich schemat prezentacji się nie zmienił – oglądamy świetnie zrealizowane filmiki, które dynamicznie przechodzą w grę. NetherRealm Studios już wcześniej zaprezentowało nam taką atrakcję także w ilości inny raz pokazują jedno – ta fabuła jest wspaniałym przyrządem do bijatyki. Jest znacznie, wątki są ciekawe, a gracze są rację wypróbować wiele osób. Trzeba pamiętać przy tym świadomość, że nie stanowi wtedy najistotniejszy tryb, a tylko dostęp do ważnej rozgrywki, dlatego motywuję do nauczenia się spośród nim na indywidualnym początku.

Scenarzyści wyraźnie odrobili zadanie domowe, wyciągnęli lekcje, a nawet wskoczyli na kompletnie nowy poziom, bo przygotowana sprawę nie jest prosta. Dobrze zbiera się wpisanie do walki niektórych osobie – dziwicie się „co tu robi Joker” lub „co jest nie tak ze Strachem na Wróble”? Spokojnie, twórcy zajrzeli na tak ciekawe programy, jakie stały przygotowane z osobą. Na samym wstępie pojawia się większe zagrożenie, jednak nawet w obliczu takiego momentu wojownicy nie zapominają o tym, że jeszcze kilka lat temu obijali swoje mordy. I z tegoż czynnika wciąż pojawiają się między nimi tarcia, które ubarwiają główny wątek – sympatycznym brakiem istnieje jeszcze możliwość wybierania w mało scenach postaci, jaką planujemy rozegrać pojedynek… Trudno tu mówić o wysokich nowościach w walce, ale autorom udało się nawet w taki podejście przygotować dodatkowe zakończenie.

W Injustice 2 trafiamy na plejadę różnorodnych charakterów, jakie udało się okiełznać. Niektóre są ważniejsze, inni odgrywają epizodyczną rolę, jednak tryb spełnia swoją najważniejszą kwestię wzorowo – przestawia ciekawą opowieść, pozwala wcielić się a aktualnym jednym wypróbować wiele ikon, a poza rzuca odrobinę inne światło na pytania z „jedynki”. Teraz lepiej znam zrozumieć motyw działania Supermana, który uzyskałem nową osoba. Oczywiście ze powodu na bieżącego klienta łyknąłem tryb fabularnym za indywidualnym rozwiązaniem również wymagał ale oraz wyłącznie jednego… Więcej.

Albo w ostatniej sprawy fabuła mogłaby stanowić większa? Pewnie, jednak NetherRealm Studios udało się zachować optymalny balans pomiędzy długością a przyjemną rozgrywką. Scenariusz jest naładowany akcją, nie nudzi od przodu do spokoju oraz w pełni kończy się w złotym czasie. Po ujrzeniu napisów końcowych postanowiłem z miejsca sprawdzić kolejne tryby.

Głównym daniem w produkcji dla dużo będzie Multiwersum. Jeśli wykonywali w Mortal Kombat X obecne na pewno kojarzycie Żywe Wieże, jakie tym jednocześnie przybrały postać planet. Batman posiada własny wielki sprzęt, który idzie mu badać nowe światy oraz aktualnym jednym pomagać mieszkańcom. Też jak w sukcesie wież, miejsca ponadto są dostępne przez wyznaczony czas, więc niektórzy mogą nawet nie zauważyć dostępnych zadań. Starcia są interesujące, deweloperzy ponownie ubarwiają pojedynki wrzucając do nich indywidualne zdolności dla osób, zmniejszają siłę, zwiększają prędkość, usuwając specjalne moce, blokując skoki, czy pozwalając wypróbować nowe osoby. Może jeszcze przez wiele tygodni będziemy postrzegać najróżniejsze „smaczki” tutaj ukryte, bo już wcześniejsze produkcje studia pokazały, że ekipa lubi zaszaleć.

Nie chronię, że właśnie obecnie w współczesnym tłu spędziłem najwięcej czasu, ponieważ „multiuniwersum” pozwala najszybciej zdobyć… Nowe fatałaszki. Tak, największą informacją (i pewnie dla wielu niewiadomą) pracy jest Sposób Gear, który pozwoli dosłownie ubierać bohaterów. Z okresu do porządku po ukończeniu starcia zgarniamy losowy przedmiot, który niekoniecznie przystosuje do bohatera aktualnie reprezentowanego. Twórcy stworzyli podobno tysiące poszczególnych butów, czapek, rękawic, czy i kilka schematów kolorów, więc fani zbieractwa znajdą tu grę na dziesiątki godzin. Ja zawsze nie chodzę do ludzi kolekcjonujących najróżniejsze gadżety, ale w ostatnim faktu… Wsiąknąłem. Dobrze jest zamknąć strój, który ubarwia wygląd bohatera, i w dodatku wchodzi na jego statystyki. Z miejsca uspokajam maniaków sieciowych pojedynków – natomiast w trakcie rywalizacji rankingowej widzimy nowe ubrania, to jednak nie powodują one na wagę, czy także możliwości postaci. Oczywiście w innych trybach stroje mają miejsce, a po spędzeniu z muzyką kilkudziesięciu godzin odnoszę wrażenie, że zachowano tutaj zdrowy umiar w balansie, bo zwykle jesteśmy wybór. Rywalizacja została znacząco ubarwiona dodatkowo jest dla mnie łatwiejsza… W trakcie rozgrywki zbieramy samą spośród niewiele walut, za jaką możemy kupić macierze (typowe skrzynki), w jakich znajdujemy kolejny sprzęt. I w „multiwersum” pojawiają się wyzwania, za jakie zgarniamy kolejne przedmioty. To samonakręcająca się spirala, wprawdzie nie trzeba w niej być. https://pobierzgre.org/symulacje/

W Injustice 2 można się również świetnie być bez zbierania ubrań, wyglądania na statystyki i odmawiania zdrowasiek za drugi schemat kolorystyczny dla osobie. Gra ponownie oferuje wybornie efektowną również dużo satysfakcjonującą walkę. Twórcy nie zrezygnowali z najistotniejszych elementów starć oraz znowu runda nie regeneruje zdrowia zwycięzcy, a ładując specjalny pasek możemy za pomocą dwóch triggerow odpalić super atak, w jakim przykładowo Flash przerzuca przeciwnika przez kilka wymiarów, Strach na Wróble przenosi oponenta do najgorszego koszmaru, Aquaman zatapia arenę, Batman stosuje do ataku Batmobile, Supergirl wyraża swoje „duże oczy”, zaś Captain Cold zamraża całą arenę. Robi więc po prostu DOBRZE i stanowi równie efektowne.

Teraz „pasek” jest również większe daleko również w cenie jest najważniejszym punktem walk. Odpowiednie jego zapełnienie pozwala kontrolować rzecz na ekranie, jednak oczywiście trzeba go równie dobrze wykorzystywać – teraz zgromadzoną „moc” możemy bez problemu poświęcić na unik lub przełamanie combosa oponenta. Szczególnie powiększa się ta druga opcja, która eliminuje z muzyki graczy męczących przez wszystek mecz wyłącznie jeden atak, żeby bez większego wpływu wygrać starcie. Gracze otrzymują od deweloperów furtkę, która zdecydowanie podnosi poziom pojedynków, i w smaku sprawia, że nie są one obecnie tak mocno przypadkowe. W Injustice 2 wiele większe znaczenie są własne zdolności.

Dodatkowo w wielu ważnych elementach wykorzystamy atuty areny – wyrzucimy przeciwnika na inną miejscówkę lub zostawimy w niego jakimś z wyjątków miejscówki – a choćby w aktualnym mieszkaniu zachowano zdrowy rozsądek. Znacznie łatwiej teraz zablokować lub uciec przed tymi atakami. Do walki powrócił również system „konfliktów”, w którym rywale zbliżają się do siebie, i my określamy jaką część z paska przeznaczyć na początku – jeżeli zdecydujemy się wydać dużo z oponenta, możemy zregenerować część zdrowia lub zaatakować rywala z trudniejszą rolą. Już kilkukrotnie miałem okazję przebywać w pojedynku, w jakim rywal ratował się w taki forma i później obił mordę mojej stronie. To boli.

I jedne akcji są wyjątkowo przyjemne. Ich dynamika została odrobinę przyspieszona względem pierwowzoru, jednak trudno mówić o przerażającej szybkości, bo autorzy kolejny raz występują na dużo taktyczną zabawę. Wszystkie ataki posiadają własną energia, „czuć” je pod paluchami, a podstawowe combosy wykona nawet kilkuletni dzieciak. Standardowo im daleko czasu przeznaczymy na grę, tym zapoznajemy się łączyć sekwencje, ubarwiać je dodatkowo dodatkowo dużo radzimy sobie z kontrolą bohatera. Opcji taktycznych jest pełna masa, oraz w nauczeniu podstaw pomaga tak dobrze przygotowany samouczek.

Twórcy wiadomo nie uciekają od Injustice: Gods Among Us, lub i nawet Mortal Kombat X, tylko pod wieloma względami nowa gra jest własny niepowtarzalny charakter. Jest łatwo, efektowniej również pojawiają się nowości.

NetherRealm Studios zdecydowało się na koniec męczącą kampanię marketingową, podczas której bardzo mocno poznaliśmy wszystkie osoby. Na początek otrzymujemy 28 wojowników, a przestawiona reguła jest wszystka barwnych indywidualności.

Z obecnych najbardziej wyraźnych jest tak Batman, Superman, Catwoman, Flash, Poison Ivy, Robin, Supergirl, Wonder Woman, Joker, Bane, Aquaman, Deadshoot, Green Arrow, Scarecrow, Gorilla Grodd, Black Canary, ale autorom udało się jeszcze wrzucić do prac takie indywidua jak Atrocitusa, Blue Beetle'a, Cheetaha, Doctora Fate, a nawet swoje 5 minut otrzymał Swamp Thing. Zestawienie jest szerokie, każdy „heros” ma swój styl, umiejętności, super atak oraz oczywiście… Niezliczony zestaw strojów do zebrania. Dodajemy do ostatniego niemało wersji kolorystycznych, a właściwie trudno narzekać na nudę. Jedynym problemem dla pewnych będą teraz zapowiedziane rozszerzenia, lecz „starter” wystarczy na choćby kilka miesięcy, i tylko po ostatnim okresie zastanowię się, albo w zespole warto inwestować wartość w DLC. Można tylko żałować, że ojcowie nie zdecydowali się na kupowanie bohaterów za gotówkę zebraną w atrakcji. Taki patent sprawdza się u Francuzów również tu również był rację bytu.

Dobrze został rozegrany motyw aren, które stały połączone z fabułą oraz pozwalają graczom wejść do kilku ikonicznych miejscówek. Odwiedzamy między innymi Metropolis, plac zabaw Jokera, statek Brainiaca, jaskinię Batmana, Gorilla City, Fortecę Samotności, albo też Arkham Asylum . Lokacje są piękne, często obładowane najdrobniejszymi szczegółami a z bogatymi elementami do aktywacji. Oprawa graficzna więc bez wątpienia spory atut pozycji, bo niezależnie, czy rozmawiamy o osobach, miejscówkach, albo same efektownych super ciosach – każdy z elementów został dopracowany. W wypadku udźwiękowienia nie natrafiłem na żaden z kawałków, który odbył, abym po ukończeniu gry szukał soundtracka, ale i muzyka dodatkowo nie przeszkadza. Istnieje toż po prostu dobrze wkomponowana w pełen tytuł. Jednak na że trzeba dodać, iż w niniejszym przypadku zdecydowano się na pozycję kinową (napisy) również stanowił wówczas faktycznie świetny pomysł – wszystkie rozmowy pomiędzy osobami w angielskiej wersji brzmią autentycznie oraz nie są zniekształcone przez lektora, albo też naszych aktorów.

W grze obok trybu fabularnego oraz Multiwersum znalazła się jeszcze typowa drabinka (ukryta obok różnych planet), tryb sieciowy, lokalna rywalizacja oraz gildie. W wypadku zmagań Online możemy bez problemu wziąć start w rankingowych spotkaniach, dołączyć lub stworzyć pokój, gdzie można robić, czy też mieć start w zmaganiach typu „Król Wzgórz” (w lobby znajduje się kilku graczy, dwóch konkuruje ze sobą, a zwycięzca gra dalej). W sukcesie klanów możemy bez problemu stworzyć formację, wybrać herb, a później rozmawiać ze współtowarzyszami broni, przyjmować się na spotkania, i nawet walczyć „dla dobra obsługi” w określonych wyzwaniach i aktualnym jedynym zbierać kolejne skrzynki. Bardzo przy tym żałuję, że studio nie pokusiło się o kolejne warianty zabawy. Już konkurencja pokazuje, że nadszedł czas połączonych z grą turniejów, jakie są łatwe w ram, tylko mogą bardzo ubarwić rywalizację. Mogę nawet sobie wyobrazić, że gracze „wykładają” wybraną liczbę macierzy, a zwycięzca zgarnia pełną pulę… Stanowiła zatem droga integracja z pełną pracą oraz dodatkowa inspiracja do budowania swoich kompetencji.

Injustice 2 będzie dla wielu spełnieniem najskrytszych marzeń. Twórcy pokusili się o wielkie usprawnienia, które w dodatku sprawiają, że prezentuje jest silniejsza z swojego poprzednika. Pojedynki są efektowne, lista postaci pełna najróżniejszych rodzajów, fabuła to wspaniały wstęp do zabawy, a kiedy wkręcicie się w zbierane fatałaszków, przy „nowych wieżach” spędzicie sporo czasu. Oczywiście daje nie jest pozbawiona pewnych mankamentów, ale miłośnicy gatunku znajdą tutaj treść na wiele przyjemnych miesięcy obijania przeciwników. Można mieć okazję, że Ed Boon dalej będzie wymagał pracować uniwersum DC, bo z wysoką chęcią zobaczyłbym kontynuację tej spraw. To bez wątpienia jedna z najciekawszych zabaw z bieżącego uniwersum.

Świat potrzebuje bohaterów, łotrów również innych gier od NetherRealm Studios. Twórcy Mortal Kombat ponownie zapraszają śmiałków na akcje z Batmanem oraz Supermanem w istoty głównej również potrafią pozytywnie zaskoczyć. Fani uniwersum DC i bijatyk mogą zakładać peleryny, obcisłe gatki, maski, łapać kontrolery w łapy i walczyć. Jest znacznie!

Ocena użytkowników 7/10

Wymagania sprzętowe Injustice 2

Minimalne: Intel Core i5-750 2.6 GHz/AMD Phenom II X4 965 3.4 GHz 4 GB RAM karta grafiki 1 GB GeForce GTX 570/Radeon HD 7850 lub lepsza Windows 7/10 64-bit

Rekomendowane: Intel Core i3-2100 3.1 GHz/AMD FX-6300 3.5 GHz 8 GB RAM karta grafiki 3 GB GeForce GTX 780/Radeon R9 290 lub lepsza Windows 7/10 64-bit

Search

Archive

Comments

There are currently no blog comments.